Wpisy archiwalne w kategorii

treningowe

Dystans całkowity:9640.53 km (w terenie 1772.40 km; 18.38%)
Czas w ruchu:417:19
Średnia prędkość:22.89 km/h
Maksymalna prędkość:75.74 km/h
Suma podjazdów:1707 m
Maks. tętno maksymalne:199 (101 %)
Maks. tętno średnie:171 (87 %)
Suma kalorii:18228 kcal
Liczba aktywności:146
Średnio na aktywność:66.03 km i 2h 53m
Więcej statystyk

Pobudka wcześniej przed ósmą

Środa, 16 lipca 2008 · Komentarze(0)
Pobudka wcześniej przed ósmą już kręciłem na rowerku, co za zbujnicka godzina.
Zrobiłem zakupy na targowisku :) i do domku przywieść to co się znalazło w sakwie, test przeszły piątkowo :)
następnie do pracy :)

Po pracy że byłem w stroju rowerowym to się przejechałem do domu odprowadzajac kumpla i przez Zamość wracałem :P

Coś dla każdego i kolorystyka do wyboru ;d

rzeczka


jeszcze Stary Rynek zahaczyłem, dzisiaj

A na starym grali dzisiaj: Triumphal Brass Quintet


z treningu danych nie mam niestety bo rano jeździłem i nie sprawdziłem ile miałem.

Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających.

Miało zacząć się z rana i

Niedziela, 13 lipca 2008 · Komentarze(2)
Miało zacząć się z rana i fotka jest z wczesnego poranka
Czwarta rano z mojego okna

zaraz po niej położyłem się spać, wcześniej był mały problem z zaśnięciem bo wracając ze Żnina żeby nie zasnąć w czasie jazdy piłem bePowera a ten zawiera kofeine która podziałała nadzwyczaj skutecznie :P

Wstałem nieco później niż zakładałem i leń mnie dopadł stwierdziłem, pójdę popedalić popołudniu ale się rozpadało i nie poszedłem. Zająłęm się napleceniem koła na tył :)
z Przedpokoju zrobiłem poczekalnie :P

A z pokoju ...

jak zawsze warsztat :)

Wieczorkiem jakoś przestawało popadywać. i wyszedłem na rower o 20 po namowie Agenciary i tak zwiedziliśmy dolinę śmierci

Jarużyn

potem była burza wiec cofnęliśmy się do Osielska zachaczając o Niwy i uciekając przed deszczem.
Problem w tym ze Aga musiała jeszcze jakoś do domu dojechać i trzeba było zawrócić. Na wjazd do fordonu wjechaliśmy w sam środek ulewy. zatrzymując się na przystanku pod wiatą Aga spotkała Gosiaczka :) chwile pogawędziły



i pojechaliśmy dalej.
Wracajac już samotnie do domu złapałem kapcioszka :( i kolejny przystanek


po zmianie dętki przejechałem 3km i złapałem kolejnego kapcioszka :P
powietrze schodziło dość powoli, do pompowałem i pojechałem dalej do domu.
podróż zajęła mi co prawda prawie godzinę ale było warto.
do domu dotarłem przed 23 i nie żałuję ani chwili spędzonej na deszczyku :)

Przypomniała mi się ulewa w której jeździliśmy w listopadzie w 2006 roku na Nocnym Alley Cat-cie w Toruniu warunki były podobne
dojazd samochodem

jeszcze nei wiedzą co ich czeka :P

na szczęście to już koniec



Ekipa mokrych tyłków



Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających.

Z rana podjechać musiałem

Sobota, 12 lipca 2008 · Komentarze(0)
Z rana podjechać musiałem do pracy bo po wczorajszym laczku i mojej dalszej jeździe felga już nie pociągnie za długo. Wiec trzeba było podjechać i zakupić nową skoro mam jeszcze dzisiaj pojeździć :) no i tak zleciała prawie godzinka na warsztacie.
Potem szybciutko odwiedzić babcie i trochę prac na działce wykonałem po drodze :)

Ciekawe wejście go garażu, hmmm Polak potrafi

Kilka lat temu zamieszkiwałem ten blok ;)

Skoro już byłem tak blisko fordonu to skoczyłem do sklepu elektronicznego, stwierdziłem, że od kilkunastu lat jak tam byłem po raz pierwszy to zmienił się tylko wygląd bo obsługa została ta sama dalej za dużo nie wiedzą. Stamtąd zachaczyłem rynol. Górka na Szybowników


to jeszcze fordon a raczej jego koniec

i wróciłem do domku :)

Przed wyjazdem podniosłem sobie siedzenie o 1cm zobaczymy czy dalej mnie skurcze będą łapały bo ostatnio mam z tym duży problem :(

Niestety nie starczyło mi czasu na przeplecenie koła :( a musiałem pojechać do Żnina wiec ustawiłem hamulec zęby nie tar o felgę i jazda w drogę,

ósemka jak cho... w dodatku bicie góra dół, i Kenda komodo opona która się klei do szosy a nie jedzie no i wmordewind dawno tak źle mi się nie kręciło głównie przez opony i wiatr. W Łabiszynie zonk remont mostu

i musiałem przejechać przez miasto to i fotke zrobiłem ;)



dalej do Żnina już bez większych przeżyć poza wiatrem i wyremontowaną nawierzchnią na ulicy :) to się chwali.
Wiatraki



Żnin, tego miejsca nie trzeba przedstawiać :)


Na działeczce, podniosłem sobie siedzenie jeszcze o jeden centymetr bo coś mi nie pasowało :)

trochę popracowałem



Żnin nocą


I już po 22 wróciłem do domku
Wjazd do Bydgoszczy na wysokości Lotniska


My bike


PS. nie sugerujcie się datami na zdjęciach jeszcze do końca nie rozumiem mojego aparatu i źle mu datę wklepałem a nie sprawdziłem tego wcześniej.

Wnioski z dnia dzisiejszego:
POWERLED i życie jest prostrze :)

Z wyprawy do Żnina:
dystans 86,63km
czas 3:13:59
średnia 26,80km/h
max 63,13 za pks-em ale na oponach (komodo) nie dało się za nim jechać

zaczyna robić się jasno na dworzu ale przynajmniej nadgoniłem braki :) (3:27)
idę spać, dobranoc :)

Pozdrawiam wszystkich tu zaglądajacych

praca -> dom -> praca

praca -> dom -> praca
dziś 4 godzinny dyżur w pracy :) na serwisie nic nie ruszyłem poza porządkiem ;)

a po południu umówiłem się z kumplem na rowerek
Mój nowy napęd :) linka jeszcze nie założona bo zdjęcie robione wczoraj wieczorem a dzisiaj rano ją założyłem wczoraj brakło sił.


Trasa do Koronowa



i do Koronowa na trasę zawodów

pojechaliśmy zwiedziliśmy po drodze te same chaszcze co z devilem jechałem

tydzień temu :P dała się namówić już druga osoba :D

fotki ze Starego mostu kolejki wąskotorowej



do i z Koronowa terenem jadąc na zjeździe zgubiłem bidon wypadł sobie z koszyka drań jeden :P wracając się odnalazł leżał na drodze przejechany przez jakiś samochód nawet mój izotonik nie wypłynął przy tej próbie zniszczenia bidonu :D isostar przeżył i ma się dobrze :)

Moje pędzidło w całej okazałości ;) na rynku w Koronowie


Pozdrawiam kita

dom -> praca -> miasto

Wtorek, 1 lipca 2008 · Komentarze(3)
dom -> praca -> miasto -> dom

W dniu dzisiejszym niestety firma w której pracuje miała awarie prądu i szybciej do domu poszliśmy wiec wbiłem się z chłopakami z pracy ma miasto zjedliśmy pizze i powoli pojechaliśmy każdy w stronę domu.

Popołudniu około 18 pojechałem na imieninki do babci :) wracając od niej zrobiłem sobie trening na Dolinie Śmierci, kilka podjazdów (po raz kolejny podjechałem górę szybowników kilka zjazdów parę fotek i wróciłem do domu przez moje stare osiedle :) wracając spotkałem Tecka i zrobiłem jeszcze rundkę rozjazdowa przez miasto.
W domku czekało upragnione schłodzone od niedzieli (poprzedniej) pifko w taki sposób zakończyłem dzień dzisiejszy.

Kolejne dwieście tego miesiąca

Niedziela, 29 czerwca 2008 · Komentarze(1)
Kolejne dwieście tego miesiąca i to w jakim wykonaniu ;)
Tak jesteśmy popier.... ale daliśmy redę

Po wczorajszej przygodzie ze sztycą która dalej siedzi w ramie dzisiaj na Orbeii w teren do Salna.


Ekipa sie zebrała sześcio osobowa i w Sanie dołączył do nas kolejny biker.
Foto relacje zamieszcze jutro wieczorem bo teraz muszą uciekać Po bikerów którzy wracają z Łobeza więc czas na rowerek i jadę jeszcze do Piły.
92,40km
4h49min
Z wypadu do Piły po devila i Jarka
191,41km
6h58min
czas na rowerze około 10h25min


Pozdrowionka kita


Popołudniowa przejażdżka

Sobota, 28 czerwca 2008 · Komentarze(4)
Kategoria Kellys, treningowe

Popołudniowa przejażdżka zaczęła się od dostarczenia opon do Devila przełożenia ich i ruszenia w świat.
Dokładniej na północ do Koronowa.
Z Devilem wybraliśmy się tym razem terenem na trasę przyszło tygodniowych zawodów z cyklu KujawiaXC.

Do Koronowa jechaliśmy lasami, polami i znowusz lasami i wylądowaliśmy w


Stary most wąsko torówki koło Koronowa


umarłe drzewo


Dalej miała być ścieżka a przynajmniej była jeszcze dwa lata temu niestety dzisiaj już lekko zarosła i trzeba było się przedzierać miedzy krzaczorami,

daliśmy radę i wylądowaliśmy na skraju Grabiny czyli miejsca docelowego. Tam już na nas czekali Wojtek z Tomaszurem wzięliśmy co trzeba i ruszyliśmy obejść trasę zawodów i lekko ją obczyszczając ze śmieci które niestety i tutaj się znalazły.

Tam w dole będziemy się ścigali już za tydzień


Koło tego pomnika jest trasa




punkt widokowy na Koronowo




Fotki z trasy, na zdjęciu od lewej Wojtek, Tomaszur (organizator zawodów z cyklu komputerttu.pl KujawiaXC) i Lukasdevil, za nimi mój rower jeszcze cały J


Na dalszej części trasy chłopaki się zatrzymali i czekali bo zostałem trochę z tyłu.
Na zdjęciu poniżej widać mój rower a za nim zjazd z którego zjechałem niestety sztyca (karbonowa) nie wytrzymała i się połamała. Zjazd bardzo stromy nie spodziewałem się takiego bo tam nawet nie było drogi, na samym końcu był rów wyłożony kamiennymi płytami żeby woda mogła spływać. Niestety sprzęt nie wytrzymał i połamałem karbonową sztyce na tym zjeździe.


I do domu już było ciężko pedałować stojąc na rowerze bo siodełko w kieszeni.
Chcą czy nie chcąc wybrałem bardziej praktyczny powrót do domu, Podziękowanie dla Wojtka.


Pozostałości po sztycy


druga część jeszcze siedzi w ramie jakoś ją będzie trzeba wyjąć :/



Nigdy więcej karbonowej sztycy.

Pozdrawiam kita

Bike Orient

Zaczęło

Sobota, 21 czerwca 2008 · Komentarze(3)
Bike Orient

Zaczęło się około godziny 6 jak obudziło mnie tuptanie agenciary zresztą nie tylko mnie. :)
Zanim zjedliśmy śniadanko minęło kilkadziesiat minut a powiedział bym ze z półtorej godziny.
Przed wyjazdem jeszcze przygotowanie sprzętu pamiątkowe zdjęcie

i można jechać na start.
Do Wolbórza jechaliśmy zwartą grupą około 18 bikerów. Dojechalismy do punktu startu bezbłędnie, jeszcze tylko zapisanie w biurze zawodów tam mały ścisk jak to przeważnie bywa w takich miejscach w dniu zawodów. Otrzymaliśmy numerki zostało jeszcze przyczepienie ich do rowerów. Na linii startowej stanęliśmy przed godziną 10 na 5 minut przed startem otrzymaliśmy mapy szybkie zerknięcie na nie i całość ruszyła. Zamontowałem mape na mapnik i pojechałem w przód na pierwszym rozjeździe poczekałem na ekipę z BS dojechała Asica i Agenciara po drodze znalazł się hose i flesh i tak kręciliśmy do PK8 większość skręcała w prawo ja pojechałem prosto za mną flesh i hose. Do punktu dotarłem bezbłędnie choć większość już go zaliczyła trzeba było jechać asfaltem a nie przebijając się przez las :P.
Ruszyliśmy w dalszą drogę przed nami jeszcze dziewięć PK jedziemy na dwójkę przez lasy coraz węższa ścieżką

w końcu i ta się skończyła i trzeba było na przełaj dobijamy się na skraj lasu i trafiamy na pole

:P na szczęście obok była droga bardzo nierówna ale jednak droga :D ruszyliśmy nią dojechaliśmy do Koła tam już asfaltem większą grupą około 25-30 osób kręciliśmy na PK2 razem z hose lekko przyspieszyliśmy. Dojechaliśmy do PK2 ostatnie ze 2km po piasku. Na punkcie chwilę czekami dojechała grupa Pixona odjechał hose. Chwilę po nim ruszyła grupa Pixona dalej czekam na Asicę i Agenciarę ale ich nie widać w końcu ruszyłem zastanawiając się gdzie zabłądziły. W
No i się znalazły

drodze powrotnej mijam Kosmę z (zapomniałem ksywki). Wyjechałem na asfalt w oddali widzę ze jakiś uczestnik skręca w las nie zastanawiając się długo pojechałem za nim dojechałem do hose też był na tej drodze lekko się zdziwił jak do niego dotarłem. Kręcimy dalej razem wyjechaliśmy na asfalt tam prędkość jeszcze wzrosła jadę z przodu po chwili nie widzę nikogo za sobą, po drodze stwierdziłem ze zaliczę jeszcze PK5 i tak zrobiłem odbiłem w lewo na PK5 znajduję go bezbłędnie pozdrowienia dla ładnej pani która go tam pilnowała J. Wracam na drogę do PK9 kręcę przez tamę w Smardzewicach piękna jest szkoda ze nie mam aparatu.
Podziękowania dla poczty polskiej za priorytetwą przesyłkę dostarczoną w ciągu 12 od daty wysłania, akumulatorki dostałem we wtorek po BO.

W Smardzewicach skręciłem w prawo na PK9 do niego dojechałem prawie bezbłędnie podczepiłem się pod grupkę która za wcześnie skręciła w lewo i po około 100m zauważyli PK po prawej wiec jak leciało skręciliśmy w prawo i przełajem przez las na punkt kontrolny. Chwila rozmowy nie zatrzymywałem się długo, już po chwili byłem na rowerze i kręciłem na PK1 najwyżej położony po asfalcie w miedzy czasie minąłem kilka osób przez Julianów do Zajączkowa dalej na Syski, Sępno-Radonia kierujac się na Sławno tam odbicie w prawo PK1. Widzę kontem oka, że ktoś idzie koło lasku spojrzenie na mapę to gdzieś tam zszedłem z roweru przeszedłem przez pierwsze nierówności za drogą i dalej kręcąc te 5km/h staram się jechać po bardzo nierównym terenie :P dojechałem na bardziej równiejszą ścierzynkę dojechałem do PK z 4 innymi osobami. Podbicie listy i ruszam ścieżką w dół tylko po to zęby znaleść się na wsfalcie podjechać pod górkę i kręcić w stronę Starej Leśniczówki.
Myślałem, że z górki będzie lepiej się jechało i się myliłem bo wmordewind i choć się dokręcało to prędkość była taka sama jak na podjeździe.
Czuje ze moje ciało już odczuwa skutki tak długiej jazdy czuje ze gdzieś się skurcze zbliżają. W Olszówcu stanąłem przy sklepie wpadam kolejka o to poczekam odpocznę po chwili słyszę panią sprzedawczynię czy coś na szybko podać? Proszę o butelkę pół litrowej koli. Słyszę odpowiedz że mamy tylko pepsi litrowe. To ja dziękuję i wychodzę bez zrobienia zakupów, znając mój organizm dość dobrze wiem, że pepsi mi nie pomoże.
Ruszam dalej następna miejscowośc Celestynów może tam będą mieli kole niestety nie znalazłem żadnego otwartego sklepu, lepiej w ogóle żadnego nie znalazłem. Nie martwiąc się tym zbyd długo skupiam się nad tym zęby dojechać do Leśniczówki trafiam bezbłędnie. Jadąc przez krzaczory ale po ścieżce ktoś pstryka mi zdjęcia ;)


Po przybiciu kodu kilku dziurek ruszam dalej na PK3.
O prosta droga pójdzie łatwo niestety było inaczej coraz bardziej zaczynają mi dokuczać skurcze w nogach czuje, że przychodzą i że będzie bolało (trudno przyzwyczajenie z maratonów) ale się nie poddaję jadę dalej spotykam dwóch bikerów chwila rozmowy mówią że tu nie ma przejazdu a na wprost ścieżka na mapie jest hmmm. I pojechałem dalej tą ścieżką mieli racje przejazdu tam za bardzo nie było ale dałem rade wszedłem na skarpę i zobaczyłem tory kolejowe o to już wiem jak dalej będzie lepiej bo droga na mapie jest żółta czyli asfalt. Niestety przechodząc przez tory skurcze mnie dopadły. Kilka razy się nieprzyzwoicie odezwałem dość głośno. Starałem się kręcić w stronę PK3. stanałem na rozgałęzieniu na szosie i teraz pytanie czy prosto białą drogą do PK3 czy w prawo na Łokietka i Wincentów może będą jakieś sklepy i upragniona kola.
Zgadnijcie gdzie pojechałem, oczywiście prosto bo uznałem, że skoro PK3 jest koło wody to będzie moża się chociaż opłukać tamtą wodą a może nawet i napić ?. Dojechałem i zobaczyłem to co wy i tak samo zareagowałem ... co to jest

czemu PK jest po drugiej stronie tamy. Dobre jest to ze tam była grupka pixona która jechała inną trasa i podziękowanie dla niego za to ze podbił wszystkim kontrolkę.


Również dziękuję dziewczynie która poczęstowała mnie dwoma łykami wody ze swojego bidonu. Ja niestety po 4PK jej nie miałem w bidonach. Dalej tam chwilę odpocząłem kręcąc z ów ekipą, moje tempo było sporo wyższe wiec chwila odpoczynku się przyda każdemu. po pewnym czasie pożegnałem się z nimi odpowiedziałem do zobaczenia na mecie i ruszyłem samotnie na PK6 do niego dojechałem w męczarniach łapiących mnie skurczy w nogach L. Mało się tym przejmując już kręciłem na PK7 w Brzustowie zatrzymałem się na colę dostałem nawet z lodówki ;) choć nieco za zimna była to kilka łyków się napiłem zjadłem snikersa bo batony skończyły się po 1PK. Siedząc słyszę tylko toczenie się opon terenowych po szosie wyglądam jakiś zawodnik kręci do 7PK ruszam za nim niestety mi zbyd daleko odjechał a ja miałem drobny problem w nawigacji dość szybko skorygowany ale ta osoba mi uciekła.
7PK szukam dość długo tu już było zmęczenie byłem oddalony od PK o 50m i go nie widziałem a słyszałem głosy z tamtej strony i tego nie sprawdziłem. Dojachała do mnie ekipa z hosem J w końcu punkt odnaleźliśmy podbiliśmy też fotke dostałem jak się nauczę na bloga wrzucać to będą.


Ruszam na ostatni punkt dziesiąty żywieniowy niestety nie zdążyłem się rozpędzić i mnie dopadły skurcze już na całych nogach i udo i łydka nie wiedziałem jak mam iść, kręcić jakoś się udało powoli przeszły ufff to powoli się rozkręcam i powróciły, achhh te niedobory witamin albo mało przejechanych godzin na rowerze w tym roku. Jednak przepracować dobrze zimę to podstawa żeby w sezonie nie było takich rzeczy po 100km.
Narzekać nie mam co w wojsku i tak nie miałem gdzie jeździć a formę mam nawet niezłą choć sezon jest już stracony. Jedno dobre MON mam za sobą.
Wracam do trasy i kręcę na PK10 po asfalcie jadę wolniej żeby skurcze nie łapały i to się udaje. Po drodze



O 50m przejeżdżam skręt w lewo zawracam oki już jadę dobrze. Dotarłem pierwsze co to łyka wody biorę nawet nie jednego a kilka. Biorę stępelek z pk miła pani jeszcze daje mi jakieś batony same słodycze a mój organizm już nawet tego nie chce przyjmować już się przejadł słodkim myślałem, że bezie jakiś kawałek placka czy pomarańcza bo bananów jakoś nie trawie.
To mam dziesięć punktów czas jechać do mety, i po 105km zaczynają się błędy najpierw nie zauważyłem drogi na skróty do Wąwała i jadę na około wjeżdżając do Tomaszowa Mazowieckiego tam musiałem stanąć odwiedzić sklep biore wode i jade dalej skręcam w prawo według mapy. Coś jest nie tak jadę w złym kierunku już wiem pojechałem za daleko kolejny błąd teraz się cofam do Wąwalła i około 5km nadrobiłem trasy tam odbiłem w prawo jak chciałem dojechałem do Brzusówki a raczej tak mi się wydawało bo za szybko odbiłem w lewo i byłem na drodze prowadzącej do Smardzewic zorientowałem się, że coś jest nie tak bo zamiast domów mieszkalnych itd. Po lewej i prawej widzę las. Kita pogubiłeś trasę zawracaj puki nie jest za daleko, w tył zwrot i wracam po raz kolejny widzę rogatki Tomaszów Mazowiecki. Objeżdżam rezerwat Niebieskie Źródła (o dopiero teraz pisząc relację zauważyłem tą nazwę na mapie a zastanawiałem się gdzie one są :P)
Nie zatrzymuję się jadę dalej o jakaś parka idzie staję pytam o drogę byli niezdecydowani więc podziękowałem i jadę dalej o przystanek jakiś chłopak na nim może on mi pomoże.
Staję i pytam o drogę podaje mi najszybszą wersję którą zrozumiałem w moim obecnym stanie w jakim się znajdowałem. W taki oto sposób mapa przestała mi się przydawać bo już byłem poza nią :P gdzieś w Tomaszowie :D:D
Znalazłem drogę jeszcze wylatując z miasta pytam się czy dojadę tą drogą do Dąbrowej słyszę pozytywną odpowiedz „tak” to już wiem jak dojechać do mety ale to jeszcze kawał drogi a moje nogi już jakieś 15km wcześniej odmówiły współpracy.
Motto które sobie powtarzałem „ze strać się a nie dać się”
Następna miejscowość Kolonia Zawada perfekcyjnie tam przystanek natura wzywała. Wsiadam i jadę dalej w prawo i prawie prosto na krajową „8” stad już kawałek do Wolbórza ach te skurcze nie dają się rozpędzić. Jeszcze podrodze wjechałem na stacje i do pompowałem koła do 4 atmosfer. Na metę dojechałem majac na liczniku 138km optymalny dystans około 120 gdyby nie kilka błędów w końcówce było by ze 20km bliżej do mety a tak zwiedziłem Tomaszów J
NAJBARDZIEJ LICZY SIĘ SATYSFAKCJA Z PRZEJECHANEGO BikeOrient
Na mecie czekają już Kobra z Kosmą witając się ze mną.

Posiłek, posiłek i od tego momentu zaczynam myśleć bardziej pozytywnie.


Już w większej grupie bo cały czas dojeżdżają zawodniczki, zawodnicy siadamy na trawie

i czekamy na resztą drużyny BikeStats.

Ludzie zadowoleni i pozytywnie nastawieni wiem, że spotkamy się tam na pewno za rok na kolejnej edycji BikeOrient.
Pamiątkowe zdjecie



Jeszcze dojechać do Bogusławic i można uznać koniec dnia.


Tak prawie został jeszcze integracyjny gril




i do łóżeczka bo trzeba rano wstać i wrócić do Bydgoszczy ;) więc za długo nie siedzieliśmy a grzecznie poszliśmy spać :P
Zdjęcia pobrane i zaczerpnięte z galerii: pixona, flasha, DMK77 ze strony bikeorient.pl


Pozdrawiam kitaxc