Wpisy archiwalne w kategorii

nocne

Dystans całkowity:10213.28 km (w terenie 1014.80 km; 9.94%)
Czas w ruchu:478:10
Średnia prędkość:20.34 km/h
Maksymalna prędkość:75.42 km/h
Suma podjazdów:1650 m
Maks. tętno maksymalne:199 (101 %)
Maks. tętno średnie:171 (87 %)
Suma kalorii:68715 kcal
Liczba aktywności:217
Średnio na aktywność:47.07 km i 2h 17m
Więcej statystyk

Miało zacząć się z rana i

Niedziela, 13 lipca 2008 · Komentarze(2)
Miało zacząć się z rana i fotka jest z wczesnego poranka
Czwarta rano z mojego okna

zaraz po niej położyłem się spać, wcześniej był mały problem z zaśnięciem bo wracając ze Żnina żeby nie zasnąć w czasie jazdy piłem bePowera a ten zawiera kofeine która podziałała nadzwyczaj skutecznie :P

Wstałem nieco później niż zakładałem i leń mnie dopadł stwierdziłem, pójdę popedalić popołudniu ale się rozpadało i nie poszedłem. Zająłęm się napleceniem koła na tył :)
z Przedpokoju zrobiłem poczekalnie :P

A z pokoju ...

jak zawsze warsztat :)

Wieczorkiem jakoś przestawało popadywać. i wyszedłem na rower o 20 po namowie Agenciary i tak zwiedziliśmy dolinę śmierci

Jarużyn

potem była burza wiec cofnęliśmy się do Osielska zachaczając o Niwy i uciekając przed deszczem.
Problem w tym ze Aga musiała jeszcze jakoś do domu dojechać i trzeba było zawrócić. Na wjazd do fordonu wjechaliśmy w sam środek ulewy. zatrzymując się na przystanku pod wiatą Aga spotkała Gosiaczka :) chwile pogawędziły



i pojechaliśmy dalej.
Wracajac już samotnie do domu złapałem kapcioszka :( i kolejny przystanek


po zmianie dętki przejechałem 3km i złapałem kolejnego kapcioszka :P
powietrze schodziło dość powoli, do pompowałem i pojechałem dalej do domu.
podróż zajęła mi co prawda prawie godzinę ale było warto.
do domu dotarłem przed 23 i nie żałuję ani chwili spędzonej na deszczyku :)

Przypomniała mi się ulewa w której jeździliśmy w listopadzie w 2006 roku na Nocnym Alley Cat-cie w Toruniu warunki były podobne
dojazd samochodem

jeszcze nei wiedzą co ich czeka :P

na szczęście to już koniec



Ekipa mokrych tyłków



Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających.

Z rana podjechać musiałem

Sobota, 12 lipca 2008 · Komentarze(0)
Z rana podjechać musiałem do pracy bo po wczorajszym laczku i mojej dalszej jeździe felga już nie pociągnie za długo. Wiec trzeba było podjechać i zakupić nową skoro mam jeszcze dzisiaj pojeździć :) no i tak zleciała prawie godzinka na warsztacie.
Potem szybciutko odwiedzić babcie i trochę prac na działce wykonałem po drodze :)

Ciekawe wejście go garażu, hmmm Polak potrafi

Kilka lat temu zamieszkiwałem ten blok ;)

Skoro już byłem tak blisko fordonu to skoczyłem do sklepu elektronicznego, stwierdziłem, że od kilkunastu lat jak tam byłem po raz pierwszy to zmienił się tylko wygląd bo obsługa została ta sama dalej za dużo nie wiedzą. Stamtąd zachaczyłem rynol. Górka na Szybowników


to jeszcze fordon a raczej jego koniec

i wróciłem do domku :)

Przed wyjazdem podniosłem sobie siedzenie o 1cm zobaczymy czy dalej mnie skurcze będą łapały bo ostatnio mam z tym duży problem :(

Niestety nie starczyło mi czasu na przeplecenie koła :( a musiałem pojechać do Żnina wiec ustawiłem hamulec zęby nie tar o felgę i jazda w drogę,

ósemka jak cho... w dodatku bicie góra dół, i Kenda komodo opona która się klei do szosy a nie jedzie no i wmordewind dawno tak źle mi się nie kręciło głównie przez opony i wiatr. W Łabiszynie zonk remont mostu

i musiałem przejechać przez miasto to i fotke zrobiłem ;)



dalej do Żnina już bez większych przeżyć poza wiatrem i wyremontowaną nawierzchnią na ulicy :) to się chwali.
Wiatraki



Żnin, tego miejsca nie trzeba przedstawiać :)


Na działeczce, podniosłem sobie siedzenie jeszcze o jeden centymetr bo coś mi nie pasowało :)

trochę popracowałem



Żnin nocą


I już po 22 wróciłem do domku
Wjazd do Bydgoszczy na wysokości Lotniska


My bike


PS. nie sugerujcie się datami na zdjęciach jeszcze do końca nie rozumiem mojego aparatu i źle mu datę wklepałem a nie sprawdziłem tego wcześniej.

Wnioski z dnia dzisiejszego:
POWERLED i życie jest prostrze :)

Z wyprawy do Żnina:
dystans 86,63km
czas 3:13:59
średnia 26,80km/h
max 63,13 za pks-em ale na oponach (komodo) nie dało się za nim jechać

zaczyna robić się jasno na dworzu ale przynajmniej nadgoniłem braki :) (3:27)
idę spać, dobranoc :)

Pozdrawiam wszystkich tu zaglądajacych

dom -> praca -> dom,

Czwartek, 10 lipca 2008 · Komentarze(0)
dom -> praca -> dom, jazda wieczorno nocna :)

Dzisiejsze zakupy, wkońcu doszedł hamulec z allegro


i wieczorkiem do kumpla koło do ostrego mu zawieść ;)
Bydgoszcz nocą


Biblioteka Miejska

Na tym zdjąciu ludzie grający we freezby


dom -> praca -> miasto

Wtorek, 1 lipca 2008 · Komentarze(3)
dom -> praca -> miasto -> dom

W dniu dzisiejszym niestety firma w której pracuje miała awarie prądu i szybciej do domu poszliśmy wiec wbiłem się z chłopakami z pracy ma miasto zjedliśmy pizze i powoli pojechaliśmy każdy w stronę domu.

Popołudniu około 18 pojechałem na imieninki do babci :) wracając od niej zrobiłem sobie trening na Dolinie Śmierci, kilka podjazdów (po raz kolejny podjechałem górę szybowników kilka zjazdów parę fotek i wróciłem do domu przez moje stare osiedle :) wracając spotkałem Tecka i zrobiłem jeszcze rundkę rozjazdowa przez miasto.
W domku czekało upragnione schłodzone od niedzieli (poprzedniej) pifko w taki sposób zakończyłem dzień dzisiejszy.

Kolejne dwieście tego miesiąca

Niedziela, 29 czerwca 2008 · Komentarze(1)
Kolejne dwieście tego miesiąca i to w jakim wykonaniu ;)
Tak jesteśmy popier.... ale daliśmy redę

Po wczorajszej przygodzie ze sztycą która dalej siedzi w ramie dzisiaj na Orbeii w teren do Salna.


Ekipa sie zebrała sześcio osobowa i w Sanie dołączył do nas kolejny biker.
Foto relacje zamieszcze jutro wieczorem bo teraz muszą uciekać Po bikerów którzy wracają z Łobeza więc czas na rowerek i jadę jeszcze do Piły.
92,40km
4h49min
Z wypadu do Piły po devila i Jarka
191,41km
6h58min
czas na rowerze około 10h25min


Pozdrowionka kita

Dzisiaj jak przeważnie dzień zacząłem

Środa, 4 czerwca 2008 · Komentarze(0)
Kategoria nocne, Orbea, treningowe
Dzisiaj jak przeważnie dzień zacząłem od wstania i wybrania się do pracy tu się nawet dzisiaj nie spóźniłem choć po wczorajszym ciężko mi się kręciło nio ale dojechałem ;)
Po pracy pojechałem na leśne pogadać, wracając do domu devil mnie wyciągnął na rower a właściwie mnie tylko zachęcił bo samemu mu się nie chciało wracać więc pojechałem po niego kawałek za Bydgoszcz i tak wyszło że wróciliśmy do Bydzi już razem ;) przynajmniej tempo nie było żółwie :P

tak to oto dzień się zakończył grubo po jedenastej talerzem obiadku :)
i czas iść spać bo już po północy.