Dzisiaj był dzień ciężki do domu z lądowało się w sumie rano po mało przespanej nocy i wcale na rower nie chciało mi się iść non stop przysypiałem z bólem głowy po poprzedniej nocy. Około 10:00 mieliśmy iść pokręcić godzinę przesunęliśmy na 12 a poszliśmy o 15, to było już lepiej z devilem pokręcilismy trochę w terenie w stronę Piecek i dalej objechaliśmy jeziorko do Chmielnik powrót szosą :) po dotarciu do domu trzeba było trochę posprzątać bo o 20:30 zaczynał się meczyk Polska-Niemcy na który trochę osób się zeszło :) niestety Polacy górą ale i tak przegraliśmy :( i tak to zakończył się kolejny weekend :)
Kolejna sobota się rozpoczęła umówiliśmy się pod Tesko kierunek Toronto niestety nie miałem tyle czasu żeby jechać do samego końca devil też szybciej odbił i tak pozostawiliśmy chłopaków w Skłudzewie i odbiliśmy z devilem na dąbrowę i z powrotem do Bydzi i do zajeć własnych. O 15 zaczęło się porządkowanie trasy na przyszłotygodniowe zawody z cyklu KujawiaXC i zeszło do około 19 zaraz po zakończeniu uderzyłem w stronę w sumie w stronę imprezki i tak jak się dobrze zaczęła tak dobrze się skończyła :)
Wszystkich chętnych zapraszam już teraz serdecznie na zawody z cyklu KujawiaXC na Wyżynach w Bydgoszczy. :)
Dzisiaj jak przeważnie dzień zacząłem od wstania i wybrania się do pracy tu się nawet dzisiaj nie spóźniłem choć po wczorajszym ciężko mi się kręciło nio ale dojechałem ;) Po pracy pojechałem na leśne pogadać, wracając do domu devil mnie wyciągnął na rower a właściwie mnie tylko zachęcił bo samemu mu się nie chciało wracać więc pojechałem po niego kawałek za Bydgoszcz i tak wyszło że wróciliśmy do Bydzi już razem ;) przynajmniej tempo nie było żółwie :P
tak to oto dzień się zakończył grubo po jedenastej talerzem obiadku :) i czas iść spać bo już po północy.
No i się jeszcze na przejażdzke wybrałem taką bardziej treningową bym powiedział więc zaczeło się od tego ze zaszło słońce i ja sobie stwierdziłem zę na rowerek wujdę nio i poszedłem na fordońskiej jakiś korek przed wiaduktem to odbiłem w przemysłową dalej do starego fordonu zahaczyłem o tatrzańskie i przez jagiellonów do domu wróciłem takie tępo ligchtowe bym powiedział a ja wracałem i licznik pokazał mi 36km/h i obok strzałka ze jadę poniżej średniej to się z lekka zdziwiłem ale to była niestety prawda :P wiec czas 57 minut średnia wyszła 35,32km/h :P czyli stwierdzam zę dalej forma jest gdzieś w górach kurde chyba muszę i tam pojechać jej poszukać bo byłem nad morzem to jej nie znalazłem ;)
To po prostu pierwszy etap Rajdu Brdy ;) sporo znajomych jechało wiec i tępo czasem było dość wysokie i było co robić ;) że to był Rajd wiec i bufety były dosć często wiec się sporo odpoczywało pierwsza cześć do PK1 była do Koronowa tyle, że gdzieś trasie się zgubiliśmy i pierwsza grupa do której dojechały potem dwie następne czyli około 30 osób na PK1 wpadło na samym końcu :P stamtąd ruszyliśmy dalej jako pierwsza grupa do Sokola Kuźnicy tam tempo trochę wzrosło bo po asfaltach lecieliśy i na liczniku do 45 dochodziły prętkości niestety nie za wiele ludzi się utrzymało i musiałem zwolnić :P w Sokole Kuźnica promem na drugą stronę i sie zaczeło piaski piaski i jeszcze raz piaski dojeżdżając do bufetu każdy był padnięty wiec trzeba było odpocząć i się porzywić a było czym :) po bufecie to już żabi skok do Rudzkiego Mostu na campink oczywiście namiot bo jakoś świetlica mi nie odpowiadała, na trasie się jeszcze zmówiliśmy ze Snuffim i Edytą i wyszło, że rowery spały w świetlicy a my w czwórkę tzn. Monika, Edyta, Snuffi i Ja w namiocie tam też odchodziły numery punkt szesnasty regulaminu to złamał każdy więc nie było się czym martwić tak się zakończył pierwszy etap i poszliśmy spać :)
takie małe sprawdzenie rowerku czy po maratonie da się na nim jeszcze pokonywać kilometry i doszedłem do wniosku że po przeczyszczeniu napędu i rozebraniu i z serwisowaniu amortyzatora jeszcze da rade na nim pokonywać kolejne kilometry jeszcze trzeba by go wyczyścić z błota ale chwilowo nie mam czasu bo z powrotem do wojska trafiłem :) na szczęście na krótko :P (2 dni z czego dzień pierwszy i już w domu siedzę :P jeszcze jutro i REZERWA)
Kolejne zawody tym razem Maraton Gryfa Pomorskiego w Szczecinie. I tu równierz jechałem zęby dojechać do mety i to się udało straciłem co prawda ponad godzine do pierwszego ale nie to było najważniejsze tylko zabawa jaka na nim panowała:) ogólnie zadowolony i po raz kolejny miałem możliwość pojeżdżenia na innym terenie niż nasz Bydgoski :)