Wpisy archiwalne w kategorii

Orbea

Dystans całkowity:8055.82 km (w terenie 1948.43 km; 24.19%)
Czas w ruchu:392:48
Średnia prędkość:20.07 km/h
Maksymalna prędkość:78.63 km/h
Suma podjazdów:3417 m
Maks. tętno maksymalne:234 (119 %)
Maks. tętno średnie:186 (94 %)
Suma kalorii:20757 kcal
Liczba aktywności:178
Średnio na aktywność:45.26 km i 2h 14m
Więcej statystyk

dom -> praca -> miasto

Wtorek, 1 lipca 2008 · Komentarze(3)
dom -> praca -> miasto -> dom

W dniu dzisiejszym niestety firma w której pracuje miała awarie prądu i szybciej do domu poszliśmy wiec wbiłem się z chłopakami z pracy ma miasto zjedliśmy pizze i powoli pojechaliśmy każdy w stronę domu.

Popołudniu około 18 pojechałem na imieninki do babci :) wracając od niej zrobiłem sobie trening na Dolinie Śmierci, kilka podjazdów (po raz kolejny podjechałem górę szybowników kilka zjazdów parę fotek i wróciłem do domu przez moje stare osiedle :) wracając spotkałem Tecka i zrobiłem jeszcze rundkę rozjazdowa przez miasto.
W domku czekało upragnione schłodzone od niedzieli (poprzedniej) pifko w taki sposób zakończyłem dzień dzisiejszy.

Krótko i nie za szybko,

Poniedziałek, 30 czerwca 2008 · Komentarze(0)
Kategoria do i z pracy, Orbea
Krótko i nie za szybko, dzisiaj odpoczynek po wczorajszej jeździe.

Nie wiem czemu jestem cały dzisiejszy dzień głodny.
Pozdrawiam kita

Kolejne dwieście tego miesiąca

Niedziela, 29 czerwca 2008 · Komentarze(1)
Kolejne dwieście tego miesiąca i to w jakim wykonaniu ;)
Tak jesteśmy popier.... ale daliśmy redę

Po wczorajszej przygodzie ze sztycą która dalej siedzi w ramie dzisiaj na Orbeii w teren do Salna.


Ekipa sie zebrała sześcio osobowa i w Sanie dołączył do nas kolejny biker.
Foto relacje zamieszcze jutro wieczorem bo teraz muszą uciekać Po bikerów którzy wracają z Łobeza więc czas na rowerek i jadę jeszcze do Piły.
92,40km
4h49min
Z wypadu do Piły po devila i Jarka
191,41km
6h58min
czas na rowerze około 10h25min


Pozdrowionka kita

Bike Orient

Zaczęło

Sobota, 21 czerwca 2008 · Komentarze(3)
Bike Orient

Zaczęło się około godziny 6 jak obudziło mnie tuptanie agenciary zresztą nie tylko mnie. :)
Zanim zjedliśmy śniadanko minęło kilkadziesiat minut a powiedział bym ze z półtorej godziny.
Przed wyjazdem jeszcze przygotowanie sprzętu pamiątkowe zdjęcie

i można jechać na start.
Do Wolbórza jechaliśmy zwartą grupą około 18 bikerów. Dojechalismy do punktu startu bezbłędnie, jeszcze tylko zapisanie w biurze zawodów tam mały ścisk jak to przeważnie bywa w takich miejscach w dniu zawodów. Otrzymaliśmy numerki zostało jeszcze przyczepienie ich do rowerów. Na linii startowej stanęliśmy przed godziną 10 na 5 minut przed startem otrzymaliśmy mapy szybkie zerknięcie na nie i całość ruszyła. Zamontowałem mape na mapnik i pojechałem w przód na pierwszym rozjeździe poczekałem na ekipę z BS dojechała Asica i Agenciara po drodze znalazł się hose i flesh i tak kręciliśmy do PK8 większość skręcała w prawo ja pojechałem prosto za mną flesh i hose. Do punktu dotarłem bezbłędnie choć większość już go zaliczyła trzeba było jechać asfaltem a nie przebijając się przez las :P.
Ruszyliśmy w dalszą drogę przed nami jeszcze dziewięć PK jedziemy na dwójkę przez lasy coraz węższa ścieżką

w końcu i ta się skończyła i trzeba było na przełaj dobijamy się na skraj lasu i trafiamy na pole

:P na szczęście obok była droga bardzo nierówna ale jednak droga :D ruszyliśmy nią dojechaliśmy do Koła tam już asfaltem większą grupą około 25-30 osób kręciliśmy na PK2 razem z hose lekko przyspieszyliśmy. Dojechaliśmy do PK2 ostatnie ze 2km po piasku. Na punkcie chwilę czekami dojechała grupa Pixona odjechał hose. Chwilę po nim ruszyła grupa Pixona dalej czekam na Asicę i Agenciarę ale ich nie widać w końcu ruszyłem zastanawiając się gdzie zabłądziły. W
No i się znalazły

drodze powrotnej mijam Kosmę z (zapomniałem ksywki). Wyjechałem na asfalt w oddali widzę ze jakiś uczestnik skręca w las nie zastanawiając się długo pojechałem za nim dojechałem do hose też był na tej drodze lekko się zdziwił jak do niego dotarłem. Kręcimy dalej razem wyjechaliśmy na asfalt tam prędkość jeszcze wzrosła jadę z przodu po chwili nie widzę nikogo za sobą, po drodze stwierdziłem ze zaliczę jeszcze PK5 i tak zrobiłem odbiłem w lewo na PK5 znajduję go bezbłędnie pozdrowienia dla ładnej pani która go tam pilnowała J. Wracam na drogę do PK9 kręcę przez tamę w Smardzewicach piękna jest szkoda ze nie mam aparatu.
Podziękowania dla poczty polskiej za priorytetwą przesyłkę dostarczoną w ciągu 12 od daty wysłania, akumulatorki dostałem we wtorek po BO.

W Smardzewicach skręciłem w prawo na PK9 do niego dojechałem prawie bezbłędnie podczepiłem się pod grupkę która za wcześnie skręciła w lewo i po około 100m zauważyli PK po prawej wiec jak leciało skręciliśmy w prawo i przełajem przez las na punkt kontrolny. Chwila rozmowy nie zatrzymywałem się długo, już po chwili byłem na rowerze i kręciłem na PK1 najwyżej położony po asfalcie w miedzy czasie minąłem kilka osób przez Julianów do Zajączkowa dalej na Syski, Sępno-Radonia kierujac się na Sławno tam odbicie w prawo PK1. Widzę kontem oka, że ktoś idzie koło lasku spojrzenie na mapę to gdzieś tam zszedłem z roweru przeszedłem przez pierwsze nierówności za drogą i dalej kręcąc te 5km/h staram się jechać po bardzo nierównym terenie :P dojechałem na bardziej równiejszą ścierzynkę dojechałem do PK z 4 innymi osobami. Podbicie listy i ruszam ścieżką w dół tylko po to zęby znaleść się na wsfalcie podjechać pod górkę i kręcić w stronę Starej Leśniczówki.
Myślałem, że z górki będzie lepiej się jechało i się myliłem bo wmordewind i choć się dokręcało to prędkość była taka sama jak na podjeździe.
Czuje ze moje ciało już odczuwa skutki tak długiej jazdy czuje ze gdzieś się skurcze zbliżają. W Olszówcu stanąłem przy sklepie wpadam kolejka o to poczekam odpocznę po chwili słyszę panią sprzedawczynię czy coś na szybko podać? Proszę o butelkę pół litrowej koli. Słyszę odpowiedz że mamy tylko pepsi litrowe. To ja dziękuję i wychodzę bez zrobienia zakupów, znając mój organizm dość dobrze wiem, że pepsi mi nie pomoże.
Ruszam dalej następna miejscowośc Celestynów może tam będą mieli kole niestety nie znalazłem żadnego otwartego sklepu, lepiej w ogóle żadnego nie znalazłem. Nie martwiąc się tym zbyd długo skupiam się nad tym zęby dojechać do Leśniczówki trafiam bezbłędnie. Jadąc przez krzaczory ale po ścieżce ktoś pstryka mi zdjęcia ;)


Po przybiciu kodu kilku dziurek ruszam dalej na PK3.
O prosta droga pójdzie łatwo niestety było inaczej coraz bardziej zaczynają mi dokuczać skurcze w nogach czuje, że przychodzą i że będzie bolało (trudno przyzwyczajenie z maratonów) ale się nie poddaję jadę dalej spotykam dwóch bikerów chwila rozmowy mówią że tu nie ma przejazdu a na wprost ścieżka na mapie jest hmmm. I pojechałem dalej tą ścieżką mieli racje przejazdu tam za bardzo nie było ale dałem rade wszedłem na skarpę i zobaczyłem tory kolejowe o to już wiem jak dalej będzie lepiej bo droga na mapie jest żółta czyli asfalt. Niestety przechodząc przez tory skurcze mnie dopadły. Kilka razy się nieprzyzwoicie odezwałem dość głośno. Starałem się kręcić w stronę PK3. stanałem na rozgałęzieniu na szosie i teraz pytanie czy prosto białą drogą do PK3 czy w prawo na Łokietka i Wincentów może będą jakieś sklepy i upragniona kola.
Zgadnijcie gdzie pojechałem, oczywiście prosto bo uznałem, że skoro PK3 jest koło wody to będzie moża się chociaż opłukać tamtą wodą a może nawet i napić ?. Dojechałem i zobaczyłem to co wy i tak samo zareagowałem ... co to jest

czemu PK jest po drugiej stronie tamy. Dobre jest to ze tam była grupka pixona która jechała inną trasa i podziękowanie dla niego za to ze podbił wszystkim kontrolkę.


Również dziękuję dziewczynie która poczęstowała mnie dwoma łykami wody ze swojego bidonu. Ja niestety po 4PK jej nie miałem w bidonach. Dalej tam chwilę odpocząłem kręcąc z ów ekipą, moje tempo było sporo wyższe wiec chwila odpoczynku się przyda każdemu. po pewnym czasie pożegnałem się z nimi odpowiedziałem do zobaczenia na mecie i ruszyłem samotnie na PK6 do niego dojechałem w męczarniach łapiących mnie skurczy w nogach L. Mało się tym przejmując już kręciłem na PK7 w Brzustowie zatrzymałem się na colę dostałem nawet z lodówki ;) choć nieco za zimna była to kilka łyków się napiłem zjadłem snikersa bo batony skończyły się po 1PK. Siedząc słyszę tylko toczenie się opon terenowych po szosie wyglądam jakiś zawodnik kręci do 7PK ruszam za nim niestety mi zbyd daleko odjechał a ja miałem drobny problem w nawigacji dość szybko skorygowany ale ta osoba mi uciekła.
7PK szukam dość długo tu już było zmęczenie byłem oddalony od PK o 50m i go nie widziałem a słyszałem głosy z tamtej strony i tego nie sprawdziłem. Dojachała do mnie ekipa z hosem J w końcu punkt odnaleźliśmy podbiliśmy też fotke dostałem jak się nauczę na bloga wrzucać to będą.


Ruszam na ostatni punkt dziesiąty żywieniowy niestety nie zdążyłem się rozpędzić i mnie dopadły skurcze już na całych nogach i udo i łydka nie wiedziałem jak mam iść, kręcić jakoś się udało powoli przeszły ufff to powoli się rozkręcam i powróciły, achhh te niedobory witamin albo mało przejechanych godzin na rowerze w tym roku. Jednak przepracować dobrze zimę to podstawa żeby w sezonie nie było takich rzeczy po 100km.
Narzekać nie mam co w wojsku i tak nie miałem gdzie jeździć a formę mam nawet niezłą choć sezon jest już stracony. Jedno dobre MON mam za sobą.
Wracam do trasy i kręcę na PK10 po asfalcie jadę wolniej żeby skurcze nie łapały i to się udaje. Po drodze



O 50m przejeżdżam skręt w lewo zawracam oki już jadę dobrze. Dotarłem pierwsze co to łyka wody biorę nawet nie jednego a kilka. Biorę stępelek z pk miła pani jeszcze daje mi jakieś batony same słodycze a mój organizm już nawet tego nie chce przyjmować już się przejadł słodkim myślałem, że bezie jakiś kawałek placka czy pomarańcza bo bananów jakoś nie trawie.
To mam dziesięć punktów czas jechać do mety, i po 105km zaczynają się błędy najpierw nie zauważyłem drogi na skróty do Wąwała i jadę na około wjeżdżając do Tomaszowa Mazowieckiego tam musiałem stanąć odwiedzić sklep biore wode i jade dalej skręcam w prawo według mapy. Coś jest nie tak jadę w złym kierunku już wiem pojechałem za daleko kolejny błąd teraz się cofam do Wąwalła i około 5km nadrobiłem trasy tam odbiłem w prawo jak chciałem dojechałem do Brzusówki a raczej tak mi się wydawało bo za szybko odbiłem w lewo i byłem na drodze prowadzącej do Smardzewic zorientowałem się, że coś jest nie tak bo zamiast domów mieszkalnych itd. Po lewej i prawej widzę las. Kita pogubiłeś trasę zawracaj puki nie jest za daleko, w tył zwrot i wracam po raz kolejny widzę rogatki Tomaszów Mazowiecki. Objeżdżam rezerwat Niebieskie Źródła (o dopiero teraz pisząc relację zauważyłem tą nazwę na mapie a zastanawiałem się gdzie one są :P)
Nie zatrzymuję się jadę dalej o jakaś parka idzie staję pytam o drogę byli niezdecydowani więc podziękowałem i jadę dalej o przystanek jakiś chłopak na nim może on mi pomoże.
Staję i pytam o drogę podaje mi najszybszą wersję którą zrozumiałem w moim obecnym stanie w jakim się znajdowałem. W taki oto sposób mapa przestała mi się przydawać bo już byłem poza nią :P gdzieś w Tomaszowie :D:D
Znalazłem drogę jeszcze wylatując z miasta pytam się czy dojadę tą drogą do Dąbrowej słyszę pozytywną odpowiedz „tak” to już wiem jak dojechać do mety ale to jeszcze kawał drogi a moje nogi już jakieś 15km wcześniej odmówiły współpracy.
Motto które sobie powtarzałem „ze strać się a nie dać się”
Następna miejscowość Kolonia Zawada perfekcyjnie tam przystanek natura wzywała. Wsiadam i jadę dalej w prawo i prawie prosto na krajową „8” stad już kawałek do Wolbórza ach te skurcze nie dają się rozpędzić. Jeszcze podrodze wjechałem na stacje i do pompowałem koła do 4 atmosfer. Na metę dojechałem majac na liczniku 138km optymalny dystans około 120 gdyby nie kilka błędów w końcówce było by ze 20km bliżej do mety a tak zwiedziłem Tomaszów J
NAJBARDZIEJ LICZY SIĘ SATYSFAKCJA Z PRZEJECHANEGO BikeOrient
Na mecie czekają już Kobra z Kosmą witając się ze mną.

Posiłek, posiłek i od tego momentu zaczynam myśleć bardziej pozytywnie.


Już w większej grupie bo cały czas dojeżdżają zawodniczki, zawodnicy siadamy na trawie

i czekamy na resztą drużyny BikeStats.

Ludzie zadowoleni i pozytywnie nastawieni wiem, że spotkamy się tam na pewno za rok na kolejnej edycji BikeOrient.
Pamiątkowe zdjecie



Jeszcze dojechać do Bogusławic i można uznać koniec dnia.


Tak prawie został jeszcze integracyjny gril




i do łóżeczka bo trzeba rano wstać i wrócić do Bydgoszczy ;) więc za długo nie siedzieliśmy a grzecznie poszliśmy spać :P
Zdjęcia pobrane i zaczerpnięte z galerii: pixona, flasha, DMK77 ze strony bikeorient.pl


Pozdrawiam kitaxc

home -> work -> home

Piątek, 20 czerwca 2008 · Komentarze(0)
Kategoria Orbea
home -> work -> home wracając do domu bardziej trasą przez miasto i Stary Rynek

Dystans będzie trochę szacowany

Niedziela, 15 czerwca 2008 · Komentarze(2)
Kategoria zawody, treningowe, Orbea
Dystans będzie trochę szacowany ale napisze dlaczego w dalszej części :)

Dzień zacząłem od pobudki budzik zadzwonił o 7:20 za wcześnie ale wstać musiałem coś zjeść nie za dużo bo poza tym ze obudziłem się z bólem głowy i kacem i nic mi się nie chciało to luz :P
I już pierwszy telefon Paweł dzwonił z trasy zawodów szybkie info na rower i na zawody pojechałem tam zdążyłem dojechać przed 8 rano, na miejscu przypiąłem rower do jakiegoś innego (tomaszura unibika) plecak zostawiłem gdzieś pod namiotem i na drugą stronę Jaru zaznaczyć trasę poza kacem to zmęczenia nawet nie czułem. zaczęliśmy znakować szło nawet dość szybko :) i bardzo dobrze.
Koniec wyrobilismy się trasa oznakowana jeszcze podszedł Mobsterek i Arek przeszliśmy traskę i tu zaskoczenie patrzymy podjechała Ageciara zamieniła 3 słowa i pojechała dalej na start zwiedzając to co znakowaliśmy. :)

Jeszcze drobne poprawki i na start (godzina 8:40) o 9 są starty trzeba się pośpieszyć.
Zapisałem się do wyścigu elity ;) ostatnie ustalenia zaczęła się cała zabawa start kobiet w roli zawodniczki pokazała się Agęciara :P teraz już tylko przypilnować zęby nikt na trasę zawodów (choć była oznakowana bardzo dobrze) z osób niepowołanych (pieszych) nie wszedł co się udawało :)

kobiety miały do przejecahnia chyba 4 kółka potem start elity i Juniorów o 11 z kawałkiem zająłem właściwe dla mnie miejsce gadając jak zawsze :D:D stalisy na starcie (pierwsza linia dalej był tłok) 10...9...8..7..6. gleba sędziego 5..4.. 3.. poszli 2.. jeden już nie słyszałem.
Zaczeło się meczenie przez kolejne 9 kółek start poszedł mi dobrze tak jak chciałęm na pierwszego singla wjeżdzałem na 7 miejscu :) zjazd trawą między garażem a krzaczkami zrobili zjazd bokiem a i tak większość przejechała uskokiem i potem po szkłach gdzie nie sprzątnelismy bo trasa miała być obok i cześć tylko z tego obok korzystała. Ostro w prawo i pierwsza gleba koleś przede mną mnie lekko zblokował większy łuk i dalej pod górkę na górze pierwszego jeszcze dostrzegałem ale był dalekoooo.
następne single zjazd na asfalt przez mete i dalej w teren pozycje w miare trzymałem :) kolejne kółko jakieś zjazdy i następne kończąc drugie lekko w krzaczki zachaczyłem wyjechałem na asfalt i czuje że mam kapcia z przodu (fu...) jade dalej nie zatrzymuje się bezie koło do wymiany trudno ukończę te zawody nie po to się męczyłem nad pomocą w zrobieniu tego wszystkiego. na samej górze podjazdu krzyknąłem kapeć z przodu i pojechałem dalej :P. Zaliczyłem jeszcze jakieś 700-800m trasy i dopiero wymieniłem koło jazda na kapciu miodzio :D.

Cieszyłęm się tylko ze na łuku asfaltu stały znajome osoby które przygotowały mi przednie koło miałęm do wyboru dwa pierwsze się nawinęło koło po prawej zaczałęm zakłądać i słysze od Agnieszki o to moje :) zaczynam zakłądać hamulec nie pasuje za szeroka obręcz no trudno i pojechałem. następna połowa kółka bez hampla z przodu :/ (w głowie chodzi myśl nie wycofam się nie wycofam kita nie masz hamulca trudno będą gleby nie wycofam się) po dłuższym czasie wymyśliłem jak go odzyskać ok udało się klamka co prawda twarda i krótka ale jakoś da się hamować i koło się kręci. tak zleciało kolejne kilka kółek do czasu kiedy dostałem dubla od Fokta :)) kurde jestem na 6 kółku i dopiero dubel no no :)dokręciłęm dalej dogonił mnie Kermit albo Ja zwolniłem nie wiem jechaliśmy razem dalej pod górke mijał nas Tecek i kolejny dubel w sumie 4 osoby przejechały wszystkie 9 kółek następne 4 miały po 8 od 9 miejsca to już po 7-6-5-4 i jakieś defekty.

Bilans z dnia devil zerwany łańcuch na 2 kółku, ile było kapci to nie jestem w stanie zliczyć przynajmniej 3 osoby które go złapały wyscig ukończyły (w tym Tecek 2 miejsce kapeć z tyłu, Andrzej 5 miejsce kapeć z tyłu ja 8 miejsce kapeć z przodu).

Dojechałem na mete uff koniec meczarni nareszcie, a tu zaskoczenie jak im cudem Klaudiusz jest na mecie ??? a ok, okazało się że ma dwa kółka w plecy.
Humorek dopisywał gratulacje ukończenia od widzów zawodników itp. z kermitem był za mną jedno miejsce pojechaliśmy na rozjazd po drodze zabrałem mój bidon z trasy bo zgubiłem. Po powrocie na metę zabraliśmy posiłek i wyruszyliśmy na zakręt ten asfaltowy oddać kółko, zjeść i odpocząć. Wyscig mastersów się rozpoczął tam wiadomo kto wygra Zbychu pierwsze dwa kółka jechał razem z drugim chyba się zmęczył zbyd wolnym tempem i pojechał swoim lekko szybszym (wygrał).

Dekoracja zawodników i zawodniczek (zdjęcia dodam niebawem wieczorem)


Z zawodów:
Najmocniejszym atutem po raz kolejny okazała się trasa, była krótka ale dała się zauważyć byliśmy przygotowani na większą liczebność zawodników ale tego zawsze mało ;) całą dekoracja przebiegła sprawnie (fotki wrzucę na serwer to zamieszczę) Kiedy większosć się już rozjechałą pozostało sprzątnięcie trasy. Po tym zabiegu i zapakowaniu wszystkiego w samochody ruszyliśmy do domów przez stary rynek koło Łuczniczki musiałem się cofnąć bo zapomniałem toi toya zamknąć wiec premia górska była szybciej niż myślałem, podjazd okazał się ciężki.

DOM godzina około 17 z minutami przede wszystkim kąpiel, po niej mogę zacząć myśleć co dalej. Chciałem coś napisać na temat zawodów ale przysypiałem przed klawiaturą i dałem se spokój. Skonsumowałem tylko jakiś posiłek :) po czym wyruszyłem do Tomaszura na afterparty tam powspominanie zawodów kiełbaska z grila i pifko (miodzio) no ale co dobre to szybko się kończy i trzeba było wracać do domu. Następny dzień to poniedziałek i trzeba do pracy wstać.


Niedzielną KujawieXC zaliczam do zakończonych w pozytywnych barwach od samego początku do końca :)
Podziękowania dla Agenciary za pożyczenie kółka :) i doping na trasie, devilowi za pożyczenie bidonu z kawałkiem wody podczas wyścigu i późniejszą zmianę dętki w moim kole. całej reszcie za to ze byliście i dopingowaliscie swoich i nie tylko :D:)