Najpierw kawałek odprowadziłem flasha zachaczając po drodze centrumrowerowe.pl :) następnie już z kumplem z temu widziałem jak się oddalają w dalszą drogę Ja niestety musiałem wracać do domu i jechać do pracy :) tam zaliczyłem 5 minutowe spóźnienie bo jakoś długo się z domu wygrzebywałem :P
z pracy spokojnie z Teckiem wróciłem do domu jadąc przez Stare Miasto. Dzień potraktowany jako regeneracyjny. :)
Dzisiaj było sprzątanie piwnicy a wyglądało to tak cztery ramy, dwa widelce i dwadzieścia sztuk opon poszło na śmietnik i choć sporo wyrzuciłem dalej mam piwnice zawaloną :D
Sobota zaczęła się dość wcześnie dla mnie i kilku znajomych już około 10 byliśmy na Bydgoskich Wyżynach i przygotowywaliśmy trasę zawodów niedzielnych, pierwsza tura zajęła nam kilka godzin około 15 zrobiliśmy przerwę obiadowo posiłkową i z powrotem na wyżyny tym razem sobie rowerkiem pojechałem choć trochę pokręciłem :D tam spędziliśmy czas do 21 z haczykiem i przez stary rynek wróciłem do domku dzień zaliczony około 22 do meczących jedno co chciałem to prysznic i iść spać.
NIE wyszło :D:D owszem prysznic jak najbardziej następnie jakieś bardziej normalne ciuchy i na pifko na miasto ;) z devilem i kumpelą. powrót do domu hmmm ok 3:30 się do łóżka kładłem wcześniej wyłączyłem telefon bo wiedziałem, że rano będą po mnie dzwonić. ale to już w następnym dniu skończę :)
Dzień zaliczony do udanych przygotowaliśmy kawał dobrej traski pod jutrzejsze zawody :)
Zaczęło się od wstania rano już wtedy miałem doskonały humorek i nawet to zę jest 13 w piątek nic nie zmieniło :)
Work-> sklep na drugim końcu miasta -> dom ;)
Zadowolenie tym większe z dnia dzisiejszego, że w nieco ponad godzinkę zdążyłem zmienić napęd w białym rumaku z czego właścicielka była bardzo zadowolona. :) i jJa również, ze się udało w tak krótkim czasie wszystko zrobić :)
po pracy odprowadziłem kawałek Age :) skoczyłem do sklepu, wracając do domku odwiedziłem siostrę ;)
Dalej mam humorek świetny i coś czuje ze jak się w piątek zaczął to potrwa cały łikend
Galeria-Work-Home a wieczorkiem Jarek wyciągnął mnie na przejażdżkę i takie małe kółeczko zrobiliśmy po drodze devila z pracy zabierając i powrót do miasta.
trening dystans: 43,09 czas: 1:44:58 avg: 24,63 max: 64,33 po tym sprincie usłyszałem tylko od devila " kita nie jeździj więcej na lemondce za tirem" :P
Spokojnie jak na wojnie :) Przed pracą z devilem wybraliśmy się na podbój sklepów rowerowych a właściwie jednego leżącego na drugiej stronie miasta w Fordonie. Wiadomo jechaliśmy tam fordońską czasem łamiąc przepisy widać, ze wczorajszy mandacik na niewiele się zdał a przynajmniej zapobiegawczo na bardzo niewiele. przed wiaduktem odbiliśmy w prawo i po drodze do Unibika za jechaliśmy. Już tam zakupiłem dla siebie lemondke bo akurat była ta która chciałem i cenowo też mi odpowiadało. ruszyliśmy dalej ponad 6 minutowy postój przed rogatkami i w drogę jechaliśmy i jechaliśmy i dojechaliśmy devil zakupił też lemondke gdzieś tutaj na bikestasie są zdjecia jego cudeńka :) po zakupieniu zamontował ją na kierownice bo brak miejsca w kieszonkach. stamtąd patrząc po czasie już trzeba było się zbierać do domu i do pracy więc nici z trenowania, ruszyliśmy przez inwalidów dojechaliśy na bartodzieje devil do domu ja dalej do pracy przez rynek przejechałem :) po śniadanie któego nie zakupiłem :P i dojechałem do pracy. Po niej już tylko do domu przez Stary Rynek tak się oto ten dzień kończy :) A teraz do łóżeczka :)